Tato, wziąłeś dużo pieniążków? – zapytała Olka gdy wychodziliśmy po zakupy. Tak – odpowiedziałem pochopnie. To dobrze – powiedziała – bo w tym sklepie jest dużo zabawek, ale można je kupić tylko, gdy ma się dużo pieniążków. Poczułem jak pułapka się zatrzaskuje.

Menu & Search

Czy wiesz, że miłość ojca jest ważniejsza dla dziecka niż miłość matki? Wyniki badań oraz co z tego wynika.

milosc_ojca

Jeżeli jesteś matką a tytuł  “Miłość ojca jest ważniejsza niż miłość matki” wywołał u Ciebie dysonans poznawczy, to pewnie u niemal każdego ojca, który to czyta wywołał również. Nie jest to żadna prowokacja, to wynik badań psychologów z Uniwersytetu z Connecticut. Nie jest to jednak atak na rolę matki. Wręcz przeciwnie, ten fakt działa na jej korzyść.

Psychologowie z Uniwersytetu w Connecticut badający poczucie odrzucenia i akceptacji u dzieci, które tego zaznały w okresie dzieciństwa i wpływie odrzucenia oraz akceptacji na jakość życia w dorosłości, dowiedli między innymi, że odrzucenie ze strony ojca ma większy wpływ na dziecko niż odrzucenie ze strony matki.

W kulturze nie tylko polskiej utarło się, że matka jest najważniejsza. “Matka wie lepiej” powtarzały miliony kobiet w sytuacjach, w których musiały bronić swojego zdania. “Matka jest najważniejsza” mówiono kiedyś i mówi się nadal, choć często nie wprost, w sporach o przyznanie prawa do opieki nad dzieckiem.

miłość ojca jest ważniejsza dla dziecka

Konsekwencje

Zdanie “Miłość ojca jest ważniejsza niż miłość matki” wywraca niejako do góry nogami myślenie o roli ojca i matki w wychowywaniu dzieci. Trudno jednak oczekiwać, że szybko zmieni cokolwiek w postrzeganiu roli ojca i matki. A powinno z co najmniej trzech powodów.

1. Zrównanie praw ojców i matek

Zrównanie nie tylko przed sądami, choć tutaj wydaje się, że droga jest najdłuższa i najtrudniejsza. Zrównanie w prawach w oczach opinii publicznej tak, aby dla tego tylko przykładu, ojciec występujący o alimenty na opiekę nad dzieckiem był oceniany tak samo jak kobieta, która robi to samo.

2. Zrównanie podziału obowiązków

Tu ma się rzecz z goła inaczej, ten punkt stawia wymagania przed ojcami. Odpowiedzialność ojców za wychowanie dzieci w świetle zdania z tytułu notatki jest znacznie większa niż powszechna o tym opinia. Świadome ojcostwo, pojęcie, które teraz wchodzi do codziennego języka ma za zadanie podnieść ojcom poprzeczkę, która często była zawieszona za nisko. To się na szczęście zaczyna dziać, poprzez inicjatywy samych ojców, ale też mediów. Dyskusja o świadomym ojcostwie już się rozpoczęła i jej pozytywnych efektów będzie tylko przybywać.

Świadome ojcostwo to nie tylko podział obowiązków między matkę a ojca, to przede wszystkim zapewnienie emocjonalnego wsparcia dziecku w jego rozwoju. Obecność ojca w rozwoju dziecka jest niezwykle ważna, potwierdza to szereg badań psychologicznych, a ich wyniki powinny tylko motywować ojców do większej aktywności, ale też empatii, szacunku, spójności w zachowaniu i wsparcia dla wychowywanych dzieci.

3. Zdjęcie odpowiedzialności z matek

Niestety tak jak teraz rola ojca ulega przedefiniowaniu na rzecz “świadomego ojcostwa”, tak rola matki pozostaje bez zmian, lub ulega zmianom niewielkim. Często wpływ mają na to ruchy feministyczne, dzięki którym kobiety chętniej angażują się społecznie, ale też częściej myślą o własnym rozwoju. Na razie jednak brak dyskusji o tym, że odpowiedzialność matek za wychowanie dziecka jest niewspółmiernie duża do obciążeń. Zwłaszcza matek samotnie wychowujących dzieci. Brak ojca, tak rzeczywisty, jak i rozumiany jako brak zaangażowania ojca w wychowywaniu dzieci w kontekście wniosku z badań przytoczonego w tytule powoduje, że trud, jaki spada na matkę staje się większy niż do tej pory sądzono. Wsparcie Państwa natomiast dla takich kobiet raczej tego nie uwzględnia, mówiąc łagodnie.

miłość ojca jest ważniejsza dla dziecka

Jasne jest, że jakość wychowania dziecka zależy od obojga rodziców tak samo. Odpowiedzialność powinna być dzielona po połowie, dlatego bez względu na badania i utarte opinie społeczne, które często się wykluczają, najlepsza jest równość między ojcem a matką we wszystkich aspektach wychowania dziecka.

[c5ab_facebook_like_box c5_helper_title=”” c5_title=”Polub blog na fb i bądź na bieżąco” username=”fathersdaypl” color=”light” ]

Zdj. 1 Patrick

Zdj. 2, 3 (OvO)

  • Aleksandra

    A ja sie nie zgodzę z tytułem. Nie ma miłości matki/ojca i wojny czyja jest ważniejsza. Miłość i matki i ojca jest tak samo ważna , no ale wyniki mówią swoje.
    I też uważam że ojcowie są niedoceniani przez społeczeństwo , nawet więcej , odrzucani! Widzę coraz bardziej przykładnych, świadomych ojców, ale dalej są oni postrzegani tylko za „dawców”. To przykre , ale z drugiej strony muszę powiedzieć że przez ostatnie dekady ojcowie sami sobie wyrobili taką nie inną opinie.

    • Zgadzam się w zupełności :)

    • Swoją drogą, zapomniałem podkreślić, że zwłaszcza zgadzam się z tym, że w dużej mierze ojcowie sami sobie wyrobili taką opinię.

  • Coś w tym jest. Ale oboje rodzice są ważni. Badania badaniami, ale nasi Ojcowie nie zawsze byli z nami. Teraz my mamy możliwość coś zmienić.

  • Monika

    Czy mogłabym poprosić link do artykułu naukowego z tymi badaniami? Lub jakiegoś innego źródła tych badań, gdzie mogę przeczytać więcej?

    • eMeR07

      link znajdziesz w drugim akapicie notki: http://www.spsp.org/?PressRelease_12Jun12

    • Jeżeli znajdziesz więcej badań w temacie to będę wdzięczny za linki.

      • Monika

        Polskie badania: Pospiszyl, Kurcbart, Sosnowski. Zachęcam do zapoznania się z literaturą tych panów. Za półtora roku podam link do własnych badań z udziałem ojców :)

  • ja z kolei, jakiś czas temu, czytałam, że ojciec ma aż 70% wpływu na wychowanie dziecka i co najważniejsze, w większości przypadków to z ojców, dzieci biorą przykład

  • Ojciec M.

    O „nowej roli ojca w rodzinie – bo ta umarła” wykłada się już uniwersytetach, co cieszy mnie niezmiernie :)

    • teraz czekamy, aż zaczną wykładać w domach :)

      • Patrycja

        m.zd. to już ma miejsce. wszyscy znani mi ojcowie, z mojego pokolenia, od początku angażują się w opiekę nad dziećmi i starają się nawiązać z nimi dobrą więź. co oczywiście nie oznacza, że wyzbywają się roli „żywiciela rodziny” :)

        choć w sumie, kilka godzin po moim cc, gdy to mąż tulił i nosił naszego syna gdy ten zapłakał, pielęgniarki głośno dziwiły się, że „tatuś tak nosi i się nie boi”, bo to ponoć rzadki widok. choć mi trudno w to uwierzyć, bo jak pisałam wyżej, wszyscy znani mi ojcowie…

        • nie powiem, że wszyscy znani mi ojcowie, jednak rzeczywiście większość. tyle, że to nie chodzi tylko o te najmłodsze dzieci, które rodzą się własnie w czasie, gdy zmienia się rola ojca i większość z nas jest bardziej świadoma swoich zadań, ale też o dzieci starsze, urodzone, 10 albo 15 lat temu, które mają podobne potrzeby. najbardziej jednak chyba chodzi o postrzeganie przez otoczenie bo jak sama napisałaś – coś co dla wielu jest oczywiste nadal budzi zdziwienie u innych.

  • Kurczę, kurczę, nie do końca się zgodzę, ze „miłość ojca ważniejsza niż miłość matki”. To czego naukowcy dowiedli, to że „brak miłości ojca ma większe znaczenie dla dziecka niż brak miłości matki” a według mnie te dwa stwierdzenia nie są tożsame.

    I nie jestem w stanie zgodzić się z postulatem zmniejszenia odpowiedzialności matek samotnych z prostego powodu (może zbyt upraszczam). Jeżeli matka samotnie wychowuje dziecko to cały czas ona i tylko ona jest za to dziecko odpowiedzialna. Nie można zrzucić części odpowiedzialności bo na kogo? Na państwo – ono może pomóc głównie finansowo lub poprzez wsparcie instytucji np. typu mops, ale one odpowiedzialności za dziecko nie przejmą. I tu znów nasuwa się kwestia rozumienia pojęcia odpowiedzialność w odniesieniu do wychowania dziecka.

    I stety lub niestety nie wierzę i chyba nawet nie chcę wierzyć w równość matki i ojca we wszystkich aspektach wychowania. Gdzieś czytałam jakieś badania/opinie, nie jestem ich w stanie teraz przytoczyć, że tak naprawdę ojciec jak i matka mają różne role do odegrania w trakcie prawidłowego kształtowania osobowości/wychowywania dziecka. Matka ważniejsza jest na początku, ojciec w późniejszych etapach (tak mega upraszczając) oraz do rozwoju różnych zdolności. Nie sądzę, by dało się to zrównoważyć.Trzeba walczyć o jedno, i o tym piszesz – o zwiększenie zaangażowania i świadomości wychowania przez obojga rodziców.

    • W artykule, który przytaczam jest jedno zdanie, które mówi to wprost: „A father’s love contributes as much — and sometimes more — to a child’s
      development as does a mother’s love.”

      Masz rację co do odpowiedzialności matek, bez dwóch zdań się zgadzam. Napisałem o zmniejszeniu odpowiedzialności w tym sensie, że w kontekście tytułu, nie można obciążać matką odpowiedzialnością za wychowanie ponieważ ta odpowiedzialność jest za duża. W tym sensie następuje to zmniejszenie ciężaru odpowiedzialności.

      I tutaj się z Tobą zgadzam :). Właściwie we wszystkim, co napisałaś i dlatego równość między matką i ojcem jest tym, w co wierzę, że jest najlepsze dla dziecka, a że zadania są inne na rożnych etapach – to rzecz naturalna. Skoro nie da się powiedzieć, czyj wkład jest ważniejszy to najlepiej powiedzieć, że jest równy.

      Nie wiem, czy trochę rozjaśniłem swój punkt widzenia?

      • A to muszę się konkretnie w artykuł wczytać :)
        A czy nie uważasz, że stwierdzenie, że „odpowiedzialność jest za duża” z założenia dyskredytuje osoby samotnie wychowujące dzieci (z konieczności lub wyboru) jako te gorsze, które na pewno sobie nie poradzą? Ale może się czepiam?

  • New Galatea

    Ciekawy temat, Czy mogę dostać linki do materiałów źródłowych ? Będę wdzięczna, pozdrawiam

    • Link jest w drugim akapicie natomiast pełna praca: „The paper „Transnational Relations Between Perceived Parental Acceptance and Personality Dispositions of Children and Adults: A Meta-Analytic Review” was published in the May 2012 Personality and Social Psychology Review, a journal of the Society for Personality and Social Psychology (SPSP).”

      • New Galatea

        Dzięki i sorki , że tak długo 😉

  • Anna Milewska

    Z artykułu źródłowego wcale nie wynika, że jest ważniejsza, tylko że jest równie ważna, a CZASAMI może być nawet ważniejsza. Może to wynikać z tego, że dzieci są zapatrzone w rodzica, który odnosi większe sukcesy. W modelu rodziny, gdzie mama zajmuje się domem i dziećmi, a tata chodzi do pracy i robi bardzo ważne rzeczy, może to rzeczywiście mieć miejsce. Zmieńmy role i będzie na odwrót. :)
    Myślę, że w tym samym modelu rodziny mama odpowiada bardziej za podstawowe potrzeby, a tata inspiruje. Czy nie jest przypadkiem tak, że rolę mamy łatwiej zastąpić? I znów wpadamy w stereotyp płciowy, a co jeśli tata zajmuje się domem? :)
    Takie sobie te badania moim zdaniem.

    Oczywiście ciężko się nie zgodzić z tym, że wszystko to „wina matki”, tak jak do niedawna „wina Tuska”. :)

    • Cel badania dotyczył wpływy odrzucenia i akceptacji na kształtowanie się osobowości, wniosek o tym, czyje odrzucenie wywiera większy wpływ nie jest podstawowym. Badacze wspominają, że odrzucenie przez ojca ma często większy wpływ, lub równy (ale nie mniejszy) na osobowość dorosłego człowieka może mieć swoje źródło w postrzeganiu danego rodzica, i jest to co najmniej jeden z możliwych powodów, ale też przyznają, że akurat ta część, dotycząca czemu tak się dzieje, wymaga dalszych badań, a więc powód, który uważają za możliwy i który ty przytaczasz jest w sferze domysłów :)

      Pozycja i postrzeganie pozycji danego ojca może mieć znaczenie, i myślę tak jak autorzy, jednak nie ma nic na temat tego, jakiego rodzaju odrzucenie te dzieci przeżyły, ani w jakim wieku. Taka myśl, że jeżeli zostały odrzucone przez ojca, który odszedł gdy miały kilka lat to mogły nawet nie być w stanie w tym konkretnie wieku określić, kto z rodziców według nich zajmuje wyższą pozycję w oczach dziecka :)

      Co do ostatniego zdania: no tak :)

      • Anna Milewska

        Chodziło mi bardziej o same obciążenie błędem takich badań, gdzie wysnuwa się wnioski na populacji, która jest baaaardzo niejednolita i na którą wpływ mają miliony różnych czynników, w tym m.in. częściej spotykany podział ról w rodzinie.

        Taki przykład. Można przeczytać w sieci, że jeżeli kobieta rodzi swoje pierwsze dziecko po 30-stce, to jest ono statystycznie bardziej inteligentne. Ktoś może powiedzieć, wow! te całe ciśnienie, żeby rodzić dzieci wcześniej, to bzdura! Tymczasem okazuje się, że inteligentne kobiety, często odkładają macierzyństwo na „po 30”, no a inteligentne kobiety = inteligentne dzieci i wyszła piękna statystyczna zależność. :)

        Także póki przyczyny nie będą wyjaśnione, nie wysuwałabym, żadnych poważnych wniosków. :)

        • Ostrożności nigdy za wiele, jednak pamiętajmy, że badania były rozległe (raport wspomina o 500 badaniach), prowadzone przez zespół reprezentujący 13 krajów, i wnioskom z nich nie można odbierać wiarygodności, tylko dlatego, że przyczyny są dalej badane. Nie bez znaczenia jest też to, że w powszechnej opinii, która pokutuje w nie tylko naszym społeczeństwie, przekonanie o tym że matka jest ważniejsza niż ojciec jest na tyle silne, że w patologiczny sposób determinuje decyzje sądów o opiece nad dzieckiem. Badanie takie jak to jest czymś więcej niż tylko ciekawostką, z której nie można wyciągać poważnych wniosków.

          • Patrycja

            masz może jakieś dane z sądów, o których piszesz, czy opierasz się na doniesieniach medialnych? z ciekawości pytam, bo sama prawem rodzinnym się nie zajmuję, więc ani praktyki sądów nie znam, ani danych nie mam, a w sumie chętnie bym się zapoznała. sama znam dwa przypadki, gdzie po rozwodzie dzieci zostały z ojcami, nie z matkami – ale to w drodze wewnętrznych ustaleń między rodzicami, które następnie zatwierdził sąd, a nie po sądowej batalii.

          • tylko na medialnych, ale sprawdzę czy jest możliwość uzyskania takich danych z sądów.

          • Patrycja

            ja w tzw. międzyczasie odnalazłam taki, krakowski ;-), wpis na blogu, który potwierdza trochę moje przypuszczenia.

            http://blogrozwod.pl/wladza-rodzicielska-dla-ojca-stereotyp-czy-rzeczywistosc-2/

          • hej, przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam. przeczytałem z zainteresowaniem i mam kilka spostrzeżeń. o tym, że w 9 na 10 przypadków dzieci są przyznawane matkom i jest to decyzja wspólna (nie jest to jednak taka prosta sprawa, bo o ile decyzja jest wspólna co do tego, u kogo będą dzieci, to już np. częstotliwość wizyt albo naprzemienna opieka to już inna bajka), już wiedziałem, myślałem jednak, że statystyki tych pozostałych 10% spraw są inne. trudno jednak powiedzieć jakie są, ponieważ dane na blogu pochodzą tylko z RODK z 2009r. RODK w Polsce jest wiele, a opinia o nich tak słaba, że wolę wstrzymać się z oceną danych pochodzącą od nich.

            nie mniej artykuł ciekawy i stanowiący dobry powód do sprawdzenia aktualniejszych danych :)

          • Patrycja

            oczywiście nie twierdzę, że dane są idealne, ale m.zd. pokazują pewien kierunek, tj. że nie jest w tych sądach tak źle, jak zdaje się wynikać z Twojego wpisu (ja to przynajmniej tak odebrałam, gdy pisałeś o „najdłuższej i najtrudniejszej” drodze), co oczywiście nie oznacza, że jest idealnie, czy choćby dobrze.

            ale, zapalnik adwokacki mi się włączył, a w końcu nie mam zamiaru pisać tu w obronie sędziów z sądów rodzinnych :)

            zresztą wydaje mi się, że akurat w tej materii to czynnik ludzki, w postaci osoby sędziego, bywa decydujący; prawo jest takie samo i dla ojców i dla matek. a tu z kolei większa chyba rola dla ludzi z Twojej branży.

            Tymczasem idę czytać o biłgorajskim kinie :)

  • Bartek

    kwiecień i czerwiec 2013 – super wpisy: http://znakownia.blox.pl/html

  • samotny ojciec

    Jak udowodnili mngolscy naukowcy, gdybysmy spalj po 2godz dziennie to bysmy byli strasznie nie wyspani. A tu co udowodnili ze nic nie udowodnili dla kazdego trzezwo myslacego jasne ze dziecko potrzebuje ojca i matki to wiadomo bez naukowcow i badan, bzdety trety trety

  • Grzegorz Bogusz

    W rodzinie ojciec ma swoją rolę, podobnie jak matka. Jest tak w każdym aspekcie, zarówno uczuciowym jak i wszystkich innych. Nie potrzeba do tego ani badań ani teorii. Amerykańscy uczeni i badacze odkryli już do tej pory prawie wszystko, łącznie z teoriami i prawdami, które odkryte zostały we wszystkich kulturach starożytnych setki lub tysiące lat temu. Za to im bardzo dobrze płacą i już robią kolejne bardzo ważne i dobrze płatne badania.

  • Marek Migacz

    Dla prawidłowego rozwoju dziecka, potrzeba miłości obojga rodziców. Po więcej w temacie, zapraszam na: http://www.TjOK.pl

  • Marcin Gołąbek

    Cóż te badania powiedziały? Nic. Wg mnie ukazano jedynie jak stereotypowy jest ten świat. I jeśli mogę się wcisnąć w ten cały naukowy język – każda rzecz ma dwie strony medalu. Ja wychowałem się w czasach, gdzie ojca prawie nie było, bo wiecznie w pracy. Dom, szkoła itd – matka. Nie czuję się jakoś odrzucony. Dlaczego? Bo matka potrafiła mi wyjasnić dlaczego jest taka, a nie inaczej. Dzień wolny ojca zawsze oznaczał wspólny spacer, wyjazd w góry, do zoo, do rodziny itd. Czas razem. Dla dziecka nie ma kompletnie znaczenia, czy jego dobowy czas jest w 70% zajęty przez matkę, a w 30% zajęty przez ojca, lub odwrotnie. Ważne, że czas który dany rodzic może poświęcić dziecku, poświęca dziecku, nawet jeśli może to być 5% tylko. Pisząc te dyrdymały naukowe (myślę o naukowacach), skreślają oni z góry rodziny, w których ojciec jest kierowcą i jest w domu raz na dwa miesiące !!! A co jeśli w domu matka jest wojskową? Dają radę i żyją.
    Teraz współcześnie – co nam dały feministki? Bajzel. Mąż pracuje, żona pracuje. Dziecko to wynik wybuchu miłości przed ślubem i jest w ich życiu. Może nawinie się drugie (nie ładny zwrot). Jak się skończy macierzyński, to jak wygląda życie takiej rodziny? Mąż z żoną się nie widzą praktycznie wcale. Dzieci tracą oboje rodziców, bo oboje biegają do pracy. Co z tego, że obowiązki domowe są dzielone. Psychicznie dzieci tracą na obojgu rodziców. Rodzina zaczyna się powoli sypać. I nie jest to mój wymysł, bo tylko w moim kręgu naliczyłbym takich rodzin kilkadziesiąt. Pomijam już to, że dzięki ów feministkom, kobiety nie mają wcale lepiej, mają wręcz gorzej. Bo nie spełniły się feministyczne marzenia o awansach. Kobiety masowo wykonują pracę fizyczną, którą wykonywali faceci, a której z przyczyn czysto biologicznych (budowa organizmu), nie są w stanie wykonywać na dłuższą metę. Co nam to daje? Skrajnie wykończoną fizycznie matkę, wykończoną psychicznie, która po powrocie do domu, nie ma oparcia w facecie, bo on jest w pracy, do tego ma na karku dzieci domagające się uczucia. Co im może dać wykończona fizycznie i psychicznie matka? Idąc dalej – taki stan rzeczy skutkuje tym, że małżonkowie rezygnują z kolejnego potomstwa, spada przyrost naturalny… społeczeństwo umiera, ludzkość umiera, bo liczba zgonów rośnie, a liczba narodzin maleje. I na koniec – dlaczego żaden instytut naukowy nie przeprowadzi badań i nie opublikuje wyników, co się dzieję z kobiecymi narządami rozrodczymi po kilkuletniej ciężkiej męskiej fizycznej pracy. Ja medykiem nie jestem, ale jako prosty chłop moge powiedzieć => macica ponaciągana, jajowody ponaciągane. Zaburzona gospodarka hormonalna, bo jednak do pracy fizycznej, gdzie trzeba coś nosić, potrzebny jest testosteron. Co nam to daje na chłopski rozum – uszkodzone płody, niedonoszone ciąże, wzrost bezpłodności. Czy żaden naukowiec nie myślał o tym? Nie bronię bynajmniej faceta jako lenia w domu i jego podwładnej kury domowej w postaci żony. Uważam jedynie, że feministki, wespół z obecna polityką pracy, przyczyniają się do wymierania ludzi i to w sensie dosłownym. W ciągu kilku lat nastąpił gwałtowny proces, który o 180* odwraca coś co trwało tysiące lat i zostało ukształtowane drogą ewolucji. Nie po to matka natura podzieliła nas na dwie płcie, zrobiła nas róznych i fizycznie przystosowała to takich a nie innych zajeć i działań, by jacyś buntownicy 20 wieku zmienili to w ciągu jednego stulecia. Nie mam nic przeciwko postepom, ale jeśli naukowcy nie skupią się na rodzinie, jako podstawowej jednostce społecznej, gwarantującej przetrwanie ludzkości, to nie potrzeba nam wojny atomowej, ani komety. Umrzemy, powoli, z pokolenia na pokolenie. Ostatnie pokolenie ludzkosći, to będą sami starcy, niezdolni do posiadania dzieci, bo bandzie idiotów w XXw zachciało się odwracać role, jakie matka natura narzuciła nam przez tysiące lat. Facet silny, troszczył się o dom, pożywienie, o twarde wychowanie dzieci, które miało je przygotować do trudów życia. Matka troszczyła się o ognisko domowe i o uczucia dzieci, by one potrafiły te uczucia przekazać swoim dzieciom. Mąż był bunkrem dla żony, a żona oazą dla męża. Dziś nie ma bunkrów, mamy stalowe baby… dziś nie ma oazy… mamy miętkich facetów… a dzieci się usuwa, albo nie ma ich wcale, a jak już są… no to są… a często kończą w sierocińcach.

  • Jednak istnieją także badania pokazujące, że gorzej radzą sobie synowie wychowywani przez matki podobnie jak córki przez ojców i udowadniające, że synoml lepiej być wychowywanym przez ojców, a córkom przez matki. Nie wiem zarówno jak jedne i jak i drugie badania są wiarygodne. Myslę, że jak zauważyłam Pani Anna Milewska wiele do powiedzenia ma też rola jaką wykonuje rodzic, nawet w książeczkach dla maluszków są tzw. hidden curriculum, które wtłaczają dzieciom do głowy, że tatuś zaabia, nie ma czasu i jest odpowidzialny, a mamusia w wałkach na głowie biega z odkurzaczem i w poplamionych fatałaszkach gotuje obiad. Większym aurorytetem i poważaniem automatycznie staje się osoba silna i odnosząca sukcesy.

Type your search keyword, and press enter to search