Świat jest pełen zakrętów, w które źle wchodzimy, a świat rodziców jest jakby tych zakrętów pełniejszy. Wczoraj nasz Tymcio boleśnie przekonał się o tym, o czym jego starsza siostra wie od dawna, że rodzice dzielą się na tych, którzy choć raz uderzyli główka dziecka o framugę drzwi, i na …kłamców.

Menu & Search

Przedszkole dzieci chorych.

Gdy tego roku przyszła wiosna, my z Olką witaliśmy ją na Oddziale Pediatrii Ogólnej Szpitala w Dziekanowie Leśnym. Wyjeżadzliśmy z domu gdy była jeszcze zima. M. żegnała nas wtedy ze łzami w oczach. Miało nas nie być zaledwie godzinę, może dwie. Ledwie ruszyliśmy z podwórka, a już musieliśmy się wrócić po drobne na parking. M. powie później, że miała wtedy złe przeczucia. Szybko miało się okazać, że przeczucia te nie były aż tak złe jak to, co miało nastąpić.

W szpitalu rutynowe badanie, brzuszek, płuca, uszy gardło. Znowu wszędzie czysto. Tylko wyniki krwi nie takie dobre jak Olki samopoczucie, CRP ponad 30, no i ta gorączka, która nie zeszła nawet w dobę po podaniu antybiotyku. Szkoda dziecka w szpitalu zostawiać, zasugerowała lekarka. Jeszcze tylko rentgen płuc i się zobaczy, powiedziała. A do zdjęcia ubrałem Olę w cieżką, niebieską spódniczkę, a sam założyłem jeszcze cięższy fartuch. Dużo śmiechu (bo przecież kto to widział taki duży aparat!) pomimo gorączki i wyników krwi.

Płuca na zdjęciu wyszły ładne, czyste jak powietrze, którego miało mi za chwilę zabraknąć. Tylko to serduszko, proszę popatrzeć, powinno być mniejsze i mieć inny kształt. Z takim serduszkiem musimy was tutaj zatrzymać, powiedziała pani lekarka, głosem już jakby cichszym, subtelniejszym. I my wyszliśmy z tym serduszkiem w głowie na korytarz i już nam do śmiechu nie było, nawet Ola rozumiała, że coś poszło nie tak, bo przestała się uśmiechać, tylko chciała do domu. A do domu trzeba było zadzownić i powiedzieć, że zostajemy i że to nie płuca, tylko to serduszko.

Ola miała na sobie swój plecaczek, do którego przed wyjazdem schowała wiele swoich skarbów (w tym plecaczku zawsze coś jest, mawia sobie pod nosem). Chciała schować obrazek z Bozią, ale rozmyśliła się. A szkoda, bo mogłaby się przydać, choć wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że kilka dni później, setki kilometrów od Warszawy odbędzie się msza, na której do Bozi będą się modlić, tym razem za zdrowie Oli.

Noc w takim szpitalu jest cicha, tylko ten płacz innych dzieci. Ale to nie dzieci płaczą, tylko przedszkolaki, bo to nie szpital, Olu, tylko właśnie przedszkole, to upragnione, do którego chciałać pójść jak najszybciej. Na korytarzu jest Zuzia, ona też chodzi do tego przedszkola. W tych wszystkich pokojach są inne dzieci, tylko już śpią, bo to późna pora. To specjalne przedszkole Olu, takie dla chorych dzieci i my tutaj będziemy się uczyć i leczyć, tylko jeszcze motylka założymy na rękę i damy mu trochę wody. Tylko co to za motylek, skoro po nim takie przerażenie i płacz, głośny, histeryczny. Wziąłem Olę na ręce, usiadłem na łóżku i tak zasypialiśmy razem przez najbliższe godziny w półmroku tego przedszkolnego pokoiku, z dwoma łóżkami, wanienką, szafeczką i krzesłem. Tuliliśmy mokrego od łez misia śpiewając mu: ta zima kiedyś musi minąć. Nikt z nas nie chciał tu być.

Rano czekając na M. wykonałem telefon do taty. Powiedziałem dwa zdania i gdy chciałem wspomnieć o serduszku, to nie potrafiłem. Odebrało mi głos, pierwszy raz w życiu. Zdołałem tylko wyszeptać: później. I rozłączyłem się.

Przyjechała M. Dzielna była starając się nie płakać. Chwilę po niej przyszedł obchód. Przyprowadziłam wszystkich lekarzy, powiedziała ordynator, bo chcemy zobaczyć to dziecko, które jest w takim dobrym stanie klinicznym, a ma tak złe wyniki krwi. I badały Olę panie lekarki, osłuchiwały, pukały, masowały brzuszek, a Ola się śmiała, bo Ola takie badania lubi. A serduszko? Radiolog w nocy wszystko sprawdził, serduszko okazało się bardzo ładne, a zdjęcie złe. Widocznie nasza dziewczynka się poruszyła albo palec samej Bozi nią poruszył, bo kto wie, co byłoby gdybyśmy do domu wrócili? Strach myśleć bo wynik CRP Olki podskoczył, jak nam powiedziano, do ponad trzystu.

Ponad trzysta! Módlmy się aby to była grypa, powiedziała ordynator. A jeżeli nie grypa? Na razie zakładamy, że grypa, odpowiedziała, bo po co się zamartwiać na wyrost. Ale wyniki pierwsze pokazały, że to nie była grypa. Drugiego dnia dowiedzieliśmy się, że z tym CRP to w połowie prawda była, bo nie ponad trzysta wyniosło, a niemal czterysta.

Później, gdy już byliśmy w domu, zaufany lekarz, który do nas przyjechał, przyznał, że nigdy takich wyników u dziecka nie widział i już te wstępne, zrobione dwa dni zanim trafiliśmy do szpitala, wskazywały na białaczkę, w mniejszym stopniu na infekcję bakteryjną. Teraz jednak byliśmy w szpitalu i żonglowaliśmy w myślach białaczką, sepsą, infekcjami bakteryjnymi. Olka dostawała dwa antybiotyki, w tym jeden przez pompę. Siedziała w tej swojej izolatce, malowała, kleiła, oglądała bajki. Czasem urywaliśmy się na chwilę aby pobiec do małej sali lekcyjnej na końcu korytarza; mogła wtedy usiąść na małym krzesełku, przy małym biurku skierowanym w stronę dużej tablicy wiszącej na ścianie. Tak wygląda szkoła, Olu. A teraz wracamy do naszego pokoiku, zanim nas przegonią.

Dni mijały, wyniki stawały się coraz lepsze, wynik CRP spadał, najpierw do 340, później 270 i tak dalej. Dziewiątego dnia wyszliśmy. Ola, zanim trafiła do szpitala, przeszła grypę, której nikt nie rozpoznał. W wyniku powikłań pojawiło się bezobjawowej zapalenie płuc i ostra infekcja bakteryjna. W dniu, w którym trafiliśmy do szpitala nastąpiło gwałtowne pogorszenie jej stanu zdrowia, ale nie objawów klinicznych. Łatwo było wszystko to zbagatelizować, gardło czyste, płuca czyste, uszy czyste, dobre samopoczucie i podany już antybiotyk. Wydawać by się mogło, że byliśmy na dobrej drodze do wyzdrowienia. W rzeczywistości, oddalaliśmy się w najgorszą z możliwych stron.

Przyszła wiosna, nie ta kalendarzowa, którą witaliśmy w szpitalu, tylko ta prawdziwa, ciepła i słoneczna. Olka zaczęła spędzać czas na dworze, chodząc na spacery, sadząc z dziadkiem kwiatki, jeżdżąc na swoim rowerku (który według niej jest za mały bo ona chciałaby jeździć szybciej!) i zapominać o pobycie w przedszkolu dla dzieci chorych. Trzeba kupić zatem większy rowerek, z pedałami.

Przed nami pełne chwały lato.

 

 

Type your search keyword, and press enter to search